Kryzys w IT 2026: liczby, przyczyny i strategie

Kryzys w IT nie jest już pojedynczą falą zwolnień ani chwilowym spadkiem ogłoszeń. To splot trzech procesów, które w latach 2023–2026 nałożyły się na siebie: korekty zatrudnienia po pandemicznym przegrzaniu, przebudowy ról pod presją sztucznej inteligencji oraz kruchości infrastruktury, którą odsłoniły globalne awarie.

Na rynku pracy oznacza to mniej miejsc dla juniorów, ostrzejszą selekcję midów i jednocześnie deficyt ludzi od bezpieczeństwa, chmury i AI. W firmach oznacza to droższe przestoje, opóźnione faktury i presję na marże software house’ów. Dla ludzi oznacza to lęk o etat, wypalenie i konieczność przebudowy kompetencji, a nie tylko „przeczekania gorszego kwartału”.

Poniższy materiał rozdziela te warstwy, pokazuje twarde dane na 2026 rok, porównuje, kto traci, a kto zyskuje, i daje konkretne ruchy – inne dla osoby wchodzącej do zawodu, inne dla seniora, inne dla właściciela zespołu.

Trzy kryzysy ukryte pod jednym hasłem

Publiczna debata spłaszcza temat do jednego obrazka: „zwalniają programistów”. To nieprecyzyjne. W praktyce działają równolegle trzy mechanizmy o różnych przyczynach i różnych skutkach.

Pierwszy to korekta rynku pracy. Po 2020 roku firmy technologiczne i ich klienci nabrali ludzi szybciej, niż pozwalał na to późniejszy popyt. Gdy stopy procentowe wzrosły, a inwestycje venture capital wyhamowały, nadwyżka etatów stała się kosztem. Drugi mechanizm to przesunięcie popytu: ten sam budżet, który kiedyś finansował trzy osoby od feature’ów, dziś często finansuje jedną osobę z narzędziami AI oraz specjalistę od wdrożenia modelu. Trzeci to kryzys operacyjny – awarie chmury, błędne aktualizacje bezpieczeństwa i lukę kompetencyjną w cyberochronie, która nie znika mimo cięć w innych działach.

Kryzys w IT 2026 nie polega na tym, że technologia przestaje być potrzebna. Polega na tym, że potrzeba jej inaczej, drożej i z mniejszą tolerancją na przeciętność.

Rozróżnienie tych trzech warstw jest praktyczne. Osoba, która traci kontrakt B2B w software house’ie, i szpital, który przez godzinę nie może wystawić recepty po awarii tożsamości, doświadczają zupełnie innych „kryzysów IT”. Mieszanie ich w jednym worku prowadzi do złych decyzji: junior uczy się kolejnego frameworka, zamiast budować portfolio z AI i domeną; firma tnie zespół bezpieczeństwa, bo „wszyscy tną IT”.

Od eldorado do selekcji: jak branża weszła w korektę

Lata 2020–2022 były anomalią, nie nową normą. Praca zdalna, boom e-commerce i tani kapitał sprawiły, że rekruterzy dzwonili do kandydatów z ofertą, zanim ci zdążyli dokończyć poprzedni sprint. W Polsce software house’y skalowały zespoły pod kontrakty ze startupami i korporacjami z Zachodu. Rotacja była wysoka, a junior z kursu bootcampowego mógł liczyć na kilka rozmów w miesiącu.

Odwrót zaczął się w 2022 i przyspieszył w 2023. Globalne trackery zwolnień w technologiach odnotowały szczyt w 2023 roku – rzędu 260 tys. osób. W 2024 i 2025 fale były mniejsze, ale nie zanikły. Do 10 września 2026 serwis Layoffs.fyi naliczył już ponad 128 tys. zwolnień w firmach technologicznych w samym 2026 roku, czyli więcej niż w całym 2025. Na liście powtarzają się Oracle, Amazon, Dell, Meta i Microsoft. Motyw w komunikatach jest podobny: mniej warstw zarządzania, więcej wydatków na AI, mniej ról wspierających.

Polska nie powieliła amerykańskiej skali masowych cięć w gigantach, bo struktura rynku jest inna: dużo eksporterów usług, dużo B2B, dużo mid-size software house’ów. Tu cios poszedł inną drogą. Małe firmy (do 50 osób) w 2023 redukowały zatrudnienie średnio o około 26 proc., wynikało z raportu płacowego SoDA. Potem nastała faza „no-hire, no-fire”: zatrudnienie w krajowym IT niemal stanęło, choć inwestycje w sektorze zaczęły znowu rosnąć. Jednocześnie kontrahenci branży IT zalegają jej blisko 0,5 mld zł, a same firmy informatyczne mają ponad 327 mln zł przeterminowanych zobowiązań – dane Krajowego Rejestru Długów z 2026 roku.

Do tego doszedł efekt lustra. Gdy amerykańska centrala tnie 10 proc. etatów, polski delivery center dostaje mniej ticketów. Gdy startup w Dolinie Krzemowej zamyka rundę, warszawski zespół traci backlog na dwa kwartały. Kryzys w IT nad Wisłą jest więc często importowany łańcuchem zleceń, a nie ogłaszany w jednym komunikacie PR.

Liczby 2026, które warto znać, zanim wyciągnie się wnioski

Rynek ofert w Polsce nie jest martwy. Portale branżowe w pierwszej połowie 2026 roku pokazywały wyraźnie więcej ogłoszeń niż rok wcześniej. To jednak nie jest powrót eldorado. Zmienił się skład tych ofert i presja na poszczególnych poziomach.

Obszar Sygnał na 2026 Co z tego wynika
Globalne zwolnienia tech Ponad 128 tys. do września 2026, powyżej całego 2025 Korekta trwa, nie jest „już zamknięta”
Oferty junior vs senior w PL Juniorzy ok. 5–7% ogłoszeń; seniorzy dominują Wejście do zawodu jest wąskim gardłem
Konkurencja na ofertę Śr. 47 CV na juniora; we frontendzie nawet 146 Kurs bez portfolio praktycznie nie wystarcza
Płynność software house’ów Zaległości kontrahentów ok. 0,5 mld zł (KRD) Opóźniony cash flow zjada bench i podwyżki
Luka cyberbezpieczeństwa Globalnie ok. 4,8 mln brakujących specjalistów (ISC2) Ten segment nie podlega tej samej korekcie
Koszt naruszenia danych Śr. 4,88 mln dol. globalnie (IBM, 2024) Cięcie SOC „dla oszczędności” jest drogie

Źródła danych: tracker Layoffs.fyi; raporty No Fluff Jobs „Kariera w IT 2026”; komunikaty Krajowego Rejestru Długów; ISC2 Cybersecurity Workforce Study; IBM Cost of a Data Breach Report.

Widać rozjazd. Ogłoszeń przybywa, ale prawie 60 proc. rekrutacji w polskim IT dotyczy seniorów, midowie trzymają około jednej trzeciej, a juniorzy krążą wokół co dwudziestej oferty. Średnia liczba aplikacji na ogłoszenie spadła w skali całego rynku, lecz na starcie kariery presja pozostała brutalna. Frontend juniorski stał się wręcz korkiem: 146 CV na jeden wakat to już nie rekrutacja, tylko loteria z filtrem portfolio.

Równolegle firmy, które cięły etaty „pod AI”, zaczynają się cofać. Badania Forrester i Orgvue wskazywały w 2026 roku, że ponad połowa organizacji żałuje zwolnień motywowanych automatyzacją, bo rutynę dało się zautomatyzować, a osądu, kontekstu domenowego i wiedzy instytucjonalnej – nie. Część ról wraca drożej niż odeszła. To ważny niuans: kryzys w IT nie jest równoznaczny z tezą, że „AI zjada wszystkie etaty”.

Kto traci, kto zyskuje i dlaczego podział nie przebiega według stanowiska

Najłatwiej powiedzieć: „juniorzy mają trudno, seniorzy są bezpieczni”. Rynek jest bardziej kapryśny. Traci osoba, której praca da się opisać jako powtarzalne wytwarzanie kodu bez odpowiedzialności za wynik. Zyskuje osoba, która łączy rzemiosło z domeną, bezpieczeństwem, danymi albo zdolnością do nadzoru nad agentami AI.

  • Junior bez niszy i bez publicznych artefaktów. Sam certyfikat z kursu i „chęć nauki” nie przebijają 40–140 innych CV. Szansę mają osoby z projektem w konkretnej domenie (finanse, logistyka, zdrowie), z wkładem open source albo z udokumentowanym użyciem narzędzi AI przy zachowaniu jakości.
  • Mid „klepiący tickety” w popularnym stacku. To grupa, o której w relacjach z polskich korporacji mówi się najczęściej. Pięć–dziesięć lat w tym samym frameworku, bez rozwoju w architekturze, danych albo przywództwie technicznym, jest dziś profilem wysokiego ryzyka.
  • QA nastawione wyłącznie na ręczne klikanie. Automatyzacja testów i generowanie przypadków przez modele językowe ubijają wolumen pracy, nie eliminują jednak potrzeby projektowania strategii jakości i testów niefunkcjonalnych.
  • Project manager bez znajomości delivery i danych. Warstwy pośrednie są pierwszymi do spłaszczenia, gdy firma „upraszcza strukturę”.
  • Specjalista cyberbezpieczeństwa, SRE, inżynier danych, osoba od platform AI i od chmury z kontrolą kosztów. Tu popyt nie zniknął. Brakuje ludzi, a nie ogłoszeń.
  • Senior, który uczy zespół pracować z AI, a nie tylko sam koduje szybciej. Produktywność jednego doświadczonego inżyniera z dobrym zestawem narzędzi zastępuje dziś część pracy, którą kiedyś rozdzielano na dwóch juniorów. To jednocześnie szansa i źródło napięcia etycznego w zespołach.

W Polsce dochodzi jeszcze specjalizacja eksportowa. Software house uzależniony od jednego klienta ze Stanów albo od dwóch startupów finansowanych rundą seed jest kruchy niezależnie od tego, jak dobry ma kod. Firma z kontraktami w sektorach regulowanych (bankowość, energia, administracja) i z kompetencjami NIS2 odczuwa korektę łagodniej.

Mini-case: bench, który zjadł marżę

W naszej praktyce zetknęliśmy się z przypadkiem, gdy 40-osobowy software house z Trójmiasta przez osiem miesięcy utrzymywał ośmioosobowy bench „na wszelki wypadek”, bo w latach boomu każdy wolny senior znikał w dwa tygodnie. W 2024 i 2025 żaden duży kontrakt nie wrócił w obiecanym terminie, a dwa istniejące projekty przeszły na model time & material z obciętym limitem godzin. Bench kosztował firmę więcej niż etat dwóch sprzedawców i jednej osoby od customer success. Dopiero po zwolnieniu części zespołu i wprowadzeniu twardego limitu „maks. 6 proc. czasu niezafakturowanego” wróciła płynność. Bolesna lekcja: w kryzysie w IT zapas talentu bez zapasu sprzedaży jest luksusem, na który stać tylko firmy z poduszką gotówkową.

Awaria, która przypomniała, że IT to też infrastruktura krytyczna

19 lipca 2024 roku wadliwa aktualizacja agenta CrowdStrike Falcon wyłączyła – według Microsoftu – około 8,5 miliona urządzeń z Windows. Linie lotnicze uziemiały samoloty, szpitale odwoływały zabiegi, banki i kasy sklepowe stawały. Parametrix oszacował same bezpośrednie straty firm z listy Fortune 500 na 5,4 mld dolarów. To nie był atak hakerski. To był błąd w łańcuchu zaufania: jeden plik, jedna automatyczna dystrybucja, globalny efekt.

W 2025 i 2026 branża dostała kolejne lekcje koncentracji ryzyka – między innymi przy zakłóceniach w regionie AWS US-EAST-1, od którego zależy zbyt wiele usług uznawanych za „rozproszone”. Chmura nie zlikwidowała pojedynczego punktu awarii. Przeniosła go wyżej, do warstwy, na którą klient ma mniej wpływu, a jednocześnie więcej zależności.

Dla polskiego CIO te wydarzenia zmieniły język rozmowy z zarządem. Przestój IT nie jest już tematem „działu komputerów”. Raport Splunk i Oxford Economics o ukrytych kosztach downtime’u szacował, że firmy z listy Global 2000 tracą łącznie setki miliardów dolarów rocznie na nieplanowanych postojach. W detalu, produkcji i logistyce rachunek jest szczególnie ostry, bo godzina ciszy systemu to godzina zatrzymanego towaru.

Stąd drugi, często pomijany wymiar kryzysu w IT: nie tylko za dużo ludzi w jednych rolach, ale za mało odporności w systemach, od których zależy reszta gospodarki. Cięcie budżetu na testy aktualizacji, na multi-region i na ćwiczenia disaster recovery wygląda dobrze w arkuszu kwartalnym. Po następnym „niebieskim ekranie” wygląda jak zaniedbanie należytej staranności.

Wypalenie, lęk i cicha utrata jakości

WHO wpisało wypalenie zawodowe do ICD-11 jako syndrom związany z pracą (kod QD85): wyczerpanie, cynizm wobec obowiązków i spadek poczucia skuteczności. To nie jest jednostka chorobowa w polskim rozumieniu L4, ale jest mierzalnym stanem zespołów. Polskie opracowania branżowe z 2025 roku mówiły o symptomach wypalenia u około 70 proc. pracowników IT, z wysokim ryzykiem u ponad 40 proc. badanych. Globalne sondaże wśród deweloperów od lat podają odsetki rzędu 70–80 proc. osób, które doświadczyły wypalenia na pewnym etapie kariery.

Kryzys w IT ten stan pogłębia, bo łączy dwie presje. Z jednej strony trzeba „dowodzić wartości”, bo bench i runda zwolnień są realne. Z drugiej – narzędzia AI podnoszą poprzeczkę tempa: to, co wczoraj zajmowało dzień, dziś „powinno” zająć dwie godziny. DevOps i SRE dodatkowo żyją w kulturze dyżurów 24/7. Granica między pracą a resztą życia rozmywa się nie w slajdzie o work-life balance, tylko w pagerze o 2:14 w nocy.

Skutek uboczny jest biznesowy. Wypalony mid oddaje kod, którego nikt nie chce reviewować. Senior emigruje do mniejszej firmy albo na kontrakt z mniejszym on-call. Junior, który miał się uczyć przy boku mentora, dostaje zamiast tego kolejkę ticketów i model językowy. Jakość spada ciszej niż zatrudnienie.

Powszechne błędy, które w tej fazie rynku drogo kosztują

Część decyzji, które w 2021 roku były racjonalne, w 2026 roku jest pułapką. Poniższa lista nie jest moralizowaniem. To wzorce, które regularnie wracają w rozmowach rekrutacyjnych i w post-mortem projektów.

  • Czekanie, aż „rynek sam wróci do normy 2021”. Nie wróci. Popyt na oprogramowanie został, model zatrudnienia i skład kompetencji – nie. Osoba, która przez dwa lata tylko odświeża CV i czeka na tę samą rolę, wypada z obiegu narzędzi, których recenzenci oczekują już na rozmowie.
  • Dokładanie kolejnego frameworka zamiast domeny. Rynek jest syty ludzi „znających React i Spring”. Brakuje ludzi, którzy rozumieją rozliczenia w energetyce, łańcuch dostaw albo wymogi KNF. Framework da się nadrobić; kontekst branżowy buduje się dłużej.
  • Ukrywanie AI w codziennej pracy albo odwrotnie: wklejanie wygenerowanego kodu bez review. Pierwsze jest naiwne, drugie jest ryzykiem bezpieczeństwa i licencyjnym. Zespoły, które wygrywają, mają jasne zasady: co wolno generować, co trzeba testować, czego nie wolno wklejać do repozytorium z danymi klienta.
  • Cięcie juniorów do zera „bo AI ich zastąpi”. To zjada pipeline. Za trzy lata ta sama firma będzie płacić premium za midów, których sama nie wychowała. Część organizacji już to rozpoznaje i wraca do programów stażowych pod nowym profilem: junior jako operator narzędzi AI z nadzorem, nie jako tani koder.
  • Traktowanie cyberbezpieczeństwa jako kosztu do odłożenia na przyszły rok. Luka kompetencyjna w SOC nie czeka na ożywienie koniunktury. Atakujący nie czytają komunikatów o hiring freeze.
  • Praca wyłącznie na jednym kliencie, w jednym stacku, na jednym kontrakcie B2B bez poduszki. W korekcie to profil osoby, która z dnia na dzień wypada z rynku i nie ma czym pokazać ciągłości.

Z mojego doświadczenia obserwowania rekrutacji w ostatnich dwunastu miesiącach wynika jeszcze jeden błąd, mniej oczywisty: kandydaci opisują w CV narzędzia, zamiast opisywać decyzje. „Używałem Kubernetesa” nic nie mówi. „Obniżyłem koszt klastra o 28 proc., ograniczając idle node’y po analizie metryk” mówi wszystko, czego szuka firma w trybie oszczędnościowym.

Checklista: czy Twój profil jest kruchy w tej fazie rynku

Poniższa lista służy do szybkiej samooceny. Im więcej odpowiedzi „nie”, tym wyższe ryzyko, że kolejna fala cięć albo koniec projektu zostawi Cię bez planu B.

  1. Mam publiczne albo przynajmniej interne’owe artefakty pracy z ostatnich 12 miesięcy (repozytorium, case, artykuł techniczny, nagranie, dashboard), a nie tylko listę technologii.
  2. Potrafię wskazać domenę, w której rozumiem język klienta lepiej niż przeciętny programista z ogłoszenia.
  3. Używam narzędzi AI w codziennej pracy i umiem opisać, gdzie zwiększają jakość, a gdzie wprowadzają ryzyko.
  4. Mam co najmniej jedną kompetencję „deficytową”: bezpieczeństwo, dane, platformy, koszty chmury, integracje, regulacje.
  5. Mój dochód nie zależy w 100 proc. od jednego kontraktu i jednego decydenta.
  6. Umiem pokazać wpływ biznesowy (czas, pieniądz, ryzyko, dostępność), a nie tylko dostarczone taski.
  7. Mam sieć kontaktów poza obecnym zespołem: dwie–trzy osoby, które mogą potwierdzić moją robotę bez wygładzania.
  8. Wiem, ile wynosi moja poduszka finansowa w miesiącach i jaki jest plan na pierwsze 30 dni po utracie zlecenia.
  9. Nie jestem jedyną osobą w firmie, która „wszystko wie” o krytycznym systemie – i jednocześnie nie jestem osobą, której nikt nie potrafi zastąpić w niczym wartościowym.
  10. Potrafię na rozmowie obronić decyzję „tego nie zautomatyzowaliśmy, bo…” zamiast obiecywać, że AI zrobi wszystko.

Sześć lub więcej odpowiedzi „nie” to sygnał, by nie czekać na ogłoszenie o restrukturyzacji. Przebudowa profilu trwa miesiące, nie weekend.

Co robić, gdy fala już Cię dopadła

Sytuacja „właśnie skończył mi się kontrakt” wymaga innej sekwencji niż sytuacja „czuję, że w Q4 będą cięcia”. W obu przypadkach liczy się tempo i precyzja, nie ogólne „rozwijanie się”.

Jeśli projekt się zamknął albo nie przedłużono B2B, pierwsze dwa tygodnie to nie czas na nowy bootcamp. To czas na: zamknięcie tematów formalnych (świadectwo, faktury, NDA, dostęp do repozytoriów), spisanie trzech konkretnych case’ów z liczbami, aktualizację profilu pod role, które realnie są otwarte, oraz rozmowy z ludźmi, z którymi już się pracowało. Aplikowanie w ciemno na 80 ogłoszeń juniorskich we frontendzie przy profilu mida od Javy jest stratą miesiąca.

Jeśli fala dopiero idzie przez firmę, sygnały alarmowe są zwykle wcześniejsze niż komunikat HR: zamrożenie zastępstw, wstrzymanie konferencji, nagłe „priorytetyzowanie tylko projektów billowalnych”, cisza w rekrutacji, łączenie zespołów, prośba o listę „osób kluczowych”. To moment, by dokończyć widoczne dostawy, uporządkować dokumentację (tak, to też jest ubezpieczenie) i spokojnie zbierać referencje, zanim atmosfera się zatruje.

Dla właściciela software house’u sekwencja jest odwrotna. Najpierw widać opóźnienia płatności i cieńszy backlog, potem bench, potem presję na stawki. Krajowy Rejestr Długów pokazuje, że problemem branży są nie tylko własne zobowiązania, lecz pół miliarda złotych, które klienci są jej winni. Faktoring, twardsze kamienie milowe w umowach i limit koncentracji przychodu na jednym kliencie to w 2026 roku higiena, nie fanaberia finansisty.

Kiedy wystarczy własna korekta, a kiedy potrzebny jest ktoś z zewnątrz

Nie każdy objaw kryzysu w IT wymaga coachów, kancelarii i firm outplacementowych. Część rzeczy da się zamknąć samodzielnie. Część – nie.

Samodzielnie da się ogarnąć przebudowę CV i portfolio, naukę konkretnego narzędzia AI w swoim stacku, udział w jednym projekcie open source, zmianę specjalizacji w obrębie tej samej rodziny ról (np. z manualnego QA do automatyzacji w znanym produkcie), rozmowy referencyjne, podstawowy bufor finansowy, audyt własnych subskrypcji chmurowych w małym zespole.

Warto wezwać specjalistę, gdy pojawia się zwolnienie grupowe i potrzebna jest ocena ugody, gdy kontrakt B2B jest nagle „przekwalifikowywany” pod kątem stosunku pracy, gdy po incydencie bezpieczeństwa trzeba raportować do regulatora, gdy firma traci płynność i bench zaczyna zagrażać wynagrodzeniom, gdy wypalenie przechodzi w bezsenność, lęk i spadek funkcjonowania, albo gdy senior ma objąć rolę, której nigdy nie pełnił (np. Head of Engineering w trakcie cięć) i potrzebuje sparringu, nie kursu z YouTube.

Granica jest prosta: jeśli błąd kosztuje zdrowie, odpowiedzialność karną, dane klientów albo wypłacalność firmy, nie uczy się go „w locie” z forum.

Pytania, które naprawdę padają w wyszukiwarkach

Czy kryzys w IT oznacza, że nie warto już wchodzić do zawodu?
Nie. Oznacza, że wejście przez ogólny kurs frontendu i masowe aplikowanie jest najdroższą ścieżką. Wejście przez staż w firmie produktowej, przez domenę (np. analityka w logistyce), przez cyberbezpieczeństwo albo przez wkład w realny produkt wciąż działa, tylko wolniej i wymaga dowodów, nie deklaracji.

Czy sztuczna inteligencja zabierze pracę programistom w 2026 roku?
Zabiera fragmenty pracy, nie cały zawód. Najszybciej ubywa zadań powtarzalnych i ról, w których człowiek był łącznikiem między ticketem a boilerplate’em. Przybywa pracy przy nadzorze, integracji, jakości, kosztach i odpowiedzialności za system. Firmy, które zwolniły „bo AI”, w części rekrutują z powrotem drożej.

Czy w Polsce będzie druga fala masowych zwolnień jak w USA?
Struktura rynku tego nie kopiuje jeden do jednego. U nas częściej widać nieprzedłużone kontrakty, cieńszy bench, zwolnienia w konkretnych spółkach (także z kapitałem zagranicznym) i selektywne cięcia, jak w Booksy, które w wrześniu 2026 ogłosiło redukcję rzędu 200 etatów przy argumentacji związanej z AI. Efekt dla jednostki może być identyczny jak zwolnienie w Big Tech, nawet jeśli nagłówek jest skromniejszy.

Jakie kompetencje dają dziś największą odporność?
Bezpieczeństwo i zgodność (w tym NIS2), inżynieria danych, platformy i koszty chmury, umiejętność wdrażania AI w istniejącym SDLC, SRE oraz głęboka znajomość jednej regulowanej domeny. Do tego komunikacja wpływu biznesowego – bez tego nawet dobry kod ginie w slajdzie o „optymalizacji headcountu”.

Czy B2B w IT nadal ma sens?
Jako model elastyczności – tak, jako jedyna podstawa życia bez poduszki i bez dywersyfikacji – coraz mniej. W korekcie to właśnie kontrakty wygasają najciszej, bez tarczy zwolnień grupowych.

Co zostaje, gdy opadnie kurz z komunikatów o zwolnieniach

Branża nie wraca do stanu z 2021 roku, bo tamten stan był wynikiem taniego pieniądza i niedoboru rąk, a nie prawem fizyki. Zostaje jednak trwały popyt na systemy, które muszą działać: płatności, logistyka, energia, zdrowie, administracja, cyberochrona. Zostaje też twardszy egzamin z rzemiosła. Osoba, która potrafi utrzymać usługę, obniżyć rachunek za chmurę, zamknąć lukę bezpieczeństwa albo odpowiedzialnie wpiąć model językowy w proces z danymi klienta, nie konkuruje z 146 CV na juniorski frontend.

Kryzys w IT jest więc mniej „końcem informatyki”, a bardziej końcem łatwej narracji o zawodzie odpornym na cykle. Cykl wrócił. Kto traktuje go jako informację o tym, które kompetencje są deficytowe, wychodzi z korekty z cennikiem. Kto traktuje go jako przerwę, po której „znów będzie jak dawniej”, czeka na rynek, którego już nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *