W 2026 roku sprzedawca zniczy może liczyć na zarobek od kilkuset złotych za kilka intensywnych dni jako pracownik sezonowy do kilku tysięcy złotych netto przy własnym stoisku, jeśli trafi w dobrą lokalizację i pogodę. Kluczowe znaczenie ma forma pracy – umowa zlecenie, działalność nierejestrowana czy pełna firma – oraz to, czy handluje się tylko w okolicy 1 listopada, czy przez cały rok. Marże na zniczach i wkładach sięgają 40–70 procent, ale od zysku odejmują się koszty miejsca, transportu i niesprzedanego towaru.
Dla początkującego, który stawia pierwsze kroki przy bramie cmentarza, realny dochód w szczycie sezonu mieści się zwykle w przedziale 1500–4000 zł netto za kilka dni. Doświadczeni handlowcy z dobrym miejscem i zróżnicowanym asortymentem potrafią przekroczyć tę kwotę, zwłaszcza gdy oferują też kwiaty, wkłady i proste usługi porządkowe. Wszystko zależy od skali, przygotowania i tego, jak dobrze ktoś ogarnie logistykę w krótkim, ale bardzo intensywnym oknie czasowym.
Sezonowość, która dyktuje tempo zarobków
Handel zniczami żyje w rytmie kalendarza liturgicznego. Największy ruch pojawia się w ostatnim tygodniu października i w pierwszych dniach listopada, gdy Polacy tłumnie odwiedzają groby. W tych kilku dniach sprzedaż potrafi wzrosnąć nawet trzykrotnie w porównaniu z resztą roku. Reszta miesięcy to raczej spokojna, lokalna sprzedaż w sklepach z artykułami nagrobnymi albo w kioskach przy większych cmentarzach.
W 2026 roku minimalne wynagrodzenie wynosi 4806 zł brutto, a minimalna stawka godzinowa na umowie zlecenie – 31,40 zł brutto. Te liczby wyznaczają dolną granicę legalnego wynagrodzenia pracownika. Jednocześnie limit działalności nierejestrowanej wzrósł do 10 813,50 zł przychodu na kwartał. To ważne, bo pozwala legalnie zarobić w sezonie bez rejestrowania firmy, o ile nie przekroczy się progu.
Pogoda nadal gra pierwsze skrzypce. Deszczowa sobota przed Wszystkimi Świętymi potrafi obciąć obroty o połowę, bo ludzie nie chcą stać w kolejce pod namiotem. Słoneczny weekend działa odwrotnie – kolejki rosną, a klienci chętniej sięgają po droższe, ozdobne modele.
Pracownik sezonowy kontra właściciel stoiska
Różnica między tym, kto stoi za ladą na umowie, a tym, kto sam kupuje towar i wynajmuje miejsce, jest ogromna. Poniższa tabela pokazuje, jak wyglądają realne widełki w 2026 roku.
| Forma pracy | Typowe zarobki w sezonie | Ryzyko i koszty | Dla kogo najlepiej |
|---|---|---|---|
| Pracownik na umowie zlecenie | 31,40 zł/h brutto (legalne minimum); przy 10–12 godzinach dziennie przez 4 dni: ok. 1200–1500 zł brutto; z prowizją od sprzedaży nawet 2000–2500 zł | Niskie – pracodawca pokrywa towar i miejsce | Początkujący, studenci, emeryci szukający szybkiego dorobku |
| Działalność nierejestrowana | 1500–4500 zł netto za 5–7 dni przy dobrym miejscu | Średnie – własne pieniądze w towar, opłata za stoisko, ryzyko niesprzedania | Osoby, które chcą przetestować biznes bez formalności |
| Własna firma / sklep całoroczny | Kilka–kilkanaście tysięcy złotych obrotu dziennie w szczycie; roczny dochód zależny od lokalizacji | Wysokie – stałe koszty, ZUS, podatki, magazynowanie | Doświadczeni handlowcy z kapitałem i kontaktami |
Dane o marżach i stawkach pochodzą z analiz branżowych oraz oficjalnych progów wynagrodzeń (gov.pl, biznes.gov.pl). Warto pamiętać, że wiele starszych ofert z 10 zł za godzinę jest już nieaktualnych i niezgodnych z prawem.

Historia z praktyki: jeden sezon, trzy różne wyniki
W naszej praktyce zetknęliśmy się z przypadkiem, gdy dwóch sąsiadów z małego miasta postanowiło spróbować handlu zniczami w tym samym roku. Pierwszy kupił 800 sztuk najtańszych zniczy w hurtowni, wynajął miejsce przy mniejszym cmentarzu za 450 zł na trzy dni i pracował sam. Sprzedał 70 procent towaru, zarobił około 1800 zł netto. Drugi zainwestował więcej – mieszany asortyment (zwykłe, solarne, duże kapliczki), kwiaty i wkłady, zatrudnił pomocnika i zapłacił 1100 zł za lepsze miejsce przy głównej bramie. Jego obrót przekroczył 12 tysięcy złotych, a po kosztach zostało mu nieco ponad 4 tysiące netto. Różnica leżała nie tylko w lokalizacji, ale też w tym, że drugi od razu oferował klientom komplet: znicz + wkład + zapałki.
Trzecia osoba, emerytka, dołączyła do rodzinnego stoiska na zasadzie pomocy. Dostała 400 zł za dwa długie dni. Dla niej to była przyjemna, dodatkowa gotówka bez żadnego ryzyka.
Co zostaje w kieszeni po odjęciu wszystkich kosztów
Obrót brzmi imponująco, ale zysk netto bywa znacznie skromniejszy. Typowy kosztowny zestaw na 4–5 dni przy większym cmentarzu wygląda mniej więcej tak:
- Towar (znicze, wkłady, kwiaty) – 3000–8000 zł w zależności od skali
- Opłata za miejsce / opłata targowa – 300–1500 zł (w niektórych miastach nawet więcej za najlepsze lokalizacje)
- Transport i paliwo – 150–400 zł
- Namiot, stoły, oświetlenie, worki na śmieci – 200–600 zł (jeśli nie ma się własnych)
- Pomocnik (jeśli potrzebny) – 400–800 zł
- Straty (niesprzedany towar, uszkodzenia) – 10–30 procent wartości
Marża 40–70 procent na samym zniczu oznacza, że ze zwykłego modelu za 15–25 zł zostaje 6–15 zł czystego zysku. Droższe lampiony i solarne dają więcej, ale sprzedają się wolniej. Dlatego doświadczeni sprzedawcy mieszają asortyment: dużo tanich, które idą szybko, i kilka droższych „na pokaz”.
Najważniejsza zasada: nigdy nie inwestuj w towar więcej, niż jesteś gotów stracić, jeśli pogoda i ruch zawiodą.

Różnice regionalne i znaczenie lokalizacji
W dużych miastach – Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście – konkurencja jest ostra, ale ruch ogromny. Przy popularnych cmentarzach stoiska potrafią generować kilka tysięcy złotych dziennie. W mniejszych miejscowościach obroty są niższe, za to koszty miejsca często symboliczne albo żadne, jeśli handluje się na własnej posesji lub za zgodą zarządcy.
Wschodnia Polska i mniejsze miejscowości wciąż trzymają się tradycji częstszych wizyt na cmentarzu, więc sprzedaż poza szczytem bywa stabilniejsza. Na zachodzie i w dużych aglomeracjach klienci coraz częściej kupują znicze w dyskontach wcześniej, a przy bramie szukają tylko tego, co „na szybko” albo czegoś ładniejszego.
Lokalizacja to nie tylko „przy bramie”. Liczy się widoczność, możliwość parkowania, dostęp do prądu i to, czy zarządca cmentarza nie ogranicza liczby stoisk. W niektórych miastach trzeba składać wnioski o zajęcie pasa drogowego już we wrześniu.
Powszechne błędy, które zjadają zysk
Wielu początkujących traci pieniądze na tych samych potknięciach:
- Kupowanie wyłącznie najtańszych zniczy – klienci chcą też coś ładniejszego i zostawiają pieniądze u konkurencji.
- Brak wkładów i zapałek – to właśnie one generują szybką, dodatkową sprzedaż.
- Za duży zapas jednego rodzaju – niesprzedany towar to martwy kapitał do następnego roku.
- Niedoszacowanie kosztów miejsca i transportu – nagle okazuje się, że „zysk” zniknął.
- Praca bez żadnego planu awaryjnego na deszcz – brak namiotu albo folii kończy się mokrym, niesprzedawalnym towarem.
- Ignorowanie limitu działalności nierejestrowanej – przekroczenie 10 813,50 zł w kwartale wymusza rejestrację firmy w ciągu 7 dni.
Z mojego doświadczenia używania tego przez miesiąc przygotowań wynika, że najwięcej traci się na braku elastyczności. Ci, którzy w środku sezonu potrafią szybko dokupić popularny model albo obniżyć cenę na wolniej schodzący towar, wychodzą na plus nawet przy gorszej pogodzie.
Checklist przed pierwszym sezonem
Zanim postawisz pierwszy stół, sprawdź siebie:
- Masz zgodę na zajęcie terenu albo opłaconą opłatę targową?
- Znasz aktualny limit działalności nierejestrowanej i wiesz, jak go liczyć kwartalnie?
- Przygotowałeś mieszany asortyment (tanie + średnie + kilka droższych)?
- Masz namiot, oświetlenie i sposób na ochronę towaru przed deszczem?
- Policzyłeś koszty transportu, miejsca i ewentualnej pomocy?
- Ustalasz ceny tak, aby zostawić sobie 40–50 procent marży po odjęciu wszystkich wydatków?
- Masz plan B na wypadek, gdyby sprzedaż poszła słabo (gdzie przechować towar, komu odsprzedać)?
Jeśli na większość pytań odpowiadasz „tak”, masz realną szansę zakończyć sezon z plusem.
Najczęściej zadawane pytania
Czy można legalnie sprzedawać znicze bez zakładania firmy?
Tak, w ramach działalności nierejestrowanej, o ile przychód w kwartale nie przekroczy 10 813,50 zł. Po przekroczeniu limitu masz 7 dni na rejestrację w CEIDG.
Ile kosztuje dobre miejsce przy dużym cmentarzu?
Od kilkuset do nawet 1200–1500 zł za kilka dni, w zależności od miasta i lokalizacji. Czasem doliczana jest kaucja.
Czy warto dokładać kwiaty i wkłady?
Zdecydowanie. Wkłady i zapałki to szybka, wysokomarżowa sprzedaż. Kwiaty (zwłaszcza chryzantemy) przyciągają klientów, którzy i tak wydają pieniądze na komplet.
Co z podatkiem, jeśli sprzedaję tylko raz w roku?
Przychód z działalności nierejestrowanej rozlicza się w zeznaniu rocznym. Po przekroczeniu kwoty wolnej od podatku pojawia się obowiązek zapłaty. Sama okazjonalność nie zwalnia automatycznie z podatku.
Czy dyskonty zabijają biznes przy cmentarzu?
Częściowo tak – wiele osób kupuje wcześniej w marketach. Przy bramie zostaje jednak popyt na wygodę, brak noszenia i coś ładniejszego „na ostatnią chwilę”.
Kiedy działalność nierejestrowana wystarczy, a kiedy trzeba iść dalej
Jeśli planujesz handlować tylko przez kilka dni w roku i mieścisz się w limicie kwartalnym, działalność nierejestrowana jest najwygodniejsza. Nie płacisz składek ZUS, nie prowadzisz pełnej księgowości. Gdy jednak chcesz działać dłużej, mieć stałe miejsce, zatrudniać ludzi albo przekraczać limit, rejestracja firmy staje się konieczna. Wtedy pojawiają się składki, podatki i obowiązki, ale też możliwość odliczania kosztów i budowania marki.
Dla kogoś, kto dopiero testuje temat, najlepsza ścieżka to najpierw sezon na działalności nierejestrowanej, potem decyzja na podstawie realnych liczb. Ci, którzy od razu inwestują duże pieniądze bez doświadczenia, najczęściej tracą najwięcej. Sezon zniczy nagradza przygotowanie, elastyczność i dobre miejsce – niekoniecznie największy kapitał.