Polska zbrojeniówka w 2026 roku to już nie zakurzone hale po PRL-u, lecz prężny ekosystem, w którym powstają armatohaubice Krab, bojowe wozy piechoty Borsuk, przenośne zestawy przeciwlotnicze Piorun, karabinki Grot, transportery Rosomak, moździerze samobieżne Rak, drony FlyEye oraz cała rodzina amunicji 155 mm. Sercem tego organizmu pozostaje Polska Grupa Zbrojeniowa, a obok niej rosną prywatni giganci, jak Grupa WB, dla których wojna w Ukrainie stała się brutalnym, lecz skutecznym poligonem walidacyjnym.
Produkcja obejmuje praktycznie wszystkie segmenty wojska lądowego, część obrony powietrznej i marynarki, a Polska awansowała w rankingu SIPRI o kilkanaście pozycji w ciągu pięciu lat. Plany na 2028 rok zakładają 180 tysięcy sztuk amunicji artyleryjskiej rocznie, podwojenie produkcji Piorunów do około 2,5 tysiąca pocisków i uruchomienie licencyjnej linii rakiet CAMM dla programu Narew. Krótko mówiąc, polski przemysł zbrojeniowy z pozycji odbiorcy importu pcha się w stronę roli eksportowej siły regionu.
Polska Grupa Zbrojeniowa – rdzeń systemu
PGZ skupia ponad sześćdziesiąt spółek, od Huty Stalowa Wola, przez radomski „Łucznik”, Mesko w Skarżysku-Kamiennej, Bumar-Łabędy w Gliwicach, Rosomak SA w Siemianowicach Śląskich, aż po stocznie wojenne w Gdyni. To największy koncern obronny w naszej części Europy, zatrudniający ponad 17 tysięcy osób w samej grupie kapitałowej, a wokół niego wije się gęsta sieć około 12 tysięcy firm współpracujących – od dostawców mikrochipów, przez producentów łożysk, po małe warsztaty robiące hartowane sworznie. Przychody grupy w 2024 roku przekroczyły 13 miliardów złotych, a wartość zakontraktowanego portfela zamówień przebiła barierę 120 miliardów. To liczby, których jeszcze pięć lat temu nikt głośno nie wypowiadał.
Państwo dosypało w ostatnim czasie ponad 7 miliardów złotych dokapitalizowania, a wiceminister aktywów państwowych zapowiada kolejne 10 miliardów w najbliższych latach. Pieniądze trafiają w cztery obszary: rozbudowę mocy produkcyjnych, transfer technologii, partnerstwa z zagranicznymi gigantami pokroju Lockheed Martin, MBDA czy Hanwha oraz zaplecze serwisowe MRO. Brzmi sucho? Bez tego ostatniego ogniwa najnowocześniejszy Abrams po dwóch latach staje się drogim eksponatem.
Artyleria – pola, na których króluje Krab
155-milimetrowa armatohaubica samobieżna Krab jest dziś wizytówką krajowej zbrojeniówki, a do tego zaskakującym koniem trojańskim polskiej dyplomacji wojskowej. Powstał z trzech kawałków – brytyjskiej wieży na licencji systemu AS-90, koreańskiego podwozia K9 i polskiego systemu kierowania ogniem Topaz z Grupy WB. Brzmi jak frankenstein, ale to akurat ten frankenstein, który w Ukrainie odebrał laury niemieckiemu PzH 2000. Ukraińscy artylerzyści chwalą go za niezawodność, zasięg i odporność na uszkodzenia w błotnistym, brudnym, brutalnym terenie.
Huta Stalowa Wola produkuje obecnie około 40 Krabów rocznie, a planuje dojść do 110. To wynik, którego nie powstydziłby się żaden europejski producent ciężkiej artylerii – bo prawdę mówiąc, w Europie nikt nie produkuje więcej takich systemów. Obok Kraba HSW wypuszcza moździerz samobieżny Rak kalibru 120 milimetrów, montowany na podwoziu Rosomaka albo gąsienicach, oraz wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet w programach Homar-A (na licencji HIMARS) i Homar-K (z koreańskim Chunmoo). Rak w wojnie ukraińskiej przeszedł chrzest bojowy i wraca z niego z opinią jednej z najlepiej zaprojektowanych konstrukcji w swojej klasie.
Pancerz na gąsienicach i kołach
Bojowy wóz piechoty Borsuk z Huty Stalowa Wola to pojazd, który czekał na swoją premierę kilkanaście lat. 4 grudnia 2025 roku oficjalnie wszedł do służby, a MON podpisał umowę wykonawczą na 111 egzemplarzy, z perspektywą setek kolejnych. Borsuk waży w wersji pełnej około 30 ton, pływa, ma wieżę bezzałogową ZSSW-30 z 30-milimetrową armatą Bushmaster i rakietami przeciwpancernymi Spike produkowanymi w Mesko na izraelskiej licencji. Pływający, dobrze opancerzony BWP nowej generacji to towar deficytowy nawet w Europie Zachodniej – i to właśnie szansa eksportowa, której polska zbrojeniówka jeszcze nie wykorzystała w pełni.
Obok Borsuka jedzie Rosomak, czyli polska wersja fińskiej Patrii AMV. Sprawdzony w Afganistanie, przekazywany Ukrainie, zamawiany w setkach egzemplarzy. W Siemianowicach Śląskich pracują nad kolejnymi wersjami – dowodzenia, ewakuacji medycznej, rozpoznania, walki radioelektronicznej. Polska zbrojeniówka montuje też koreańskie czołgi K2 Black Panther w Bumarze-Łabędy (start produkcji w Gliwicach planowany na 2028 rok) i haubice K9 Thunder w Stalowej Woli, z rosnącym udziałem komponentów krajowych.
Co dokładnie produkujemy – przekrój platform
Żeby uporządkować rozproszone informacje, warto spojrzeć na zbiorcze zestawienie kluczowych systemów uzbrojenia wytwarzanych dziś w Polsce.
| Kategoria | Wyrób | Producent | Status / odbiorcy |
|---|---|---|---|
| Artyleria lufowa 155 mm | AHS Krab | Huta Stalowa Wola | Polska, Ukraina (54+ szt.) |
| Moździerz samobieżny 120 mm | M120 Rak | HSW | Produkcja seryjna od 2016 |
| Bojowy wóz piechoty | BWP Borsuk | HSW + konsorcjum | Wejście do służby XII 2025 |
| Transporter opancerzony | KTO Rosomak | Rosomak SA | Polska, Ukraina (100 szt. na zamówieniu) |
| Rakieta przeciwlotnicza MANPADS | Piorun / Grom | Mesko (Skarżysko) | USA, Ukraina, Norwegia, Szwecja, Estonia, Słowacja, Litwa |
| Karabinek modułowy | MSBS Grot | Fabryka Broni „Łucznik” Radom | Polska, Ukraina (10+ tys.), Nigeria |
| Bezzałogowiec rozpoznawczy | FlyEye, Warmate | Grupa WB | Polska, Ukraina i kilkanaście państw |
| Fregata wielozadaniowa | Miecznik (Burza, Sokół) | PGZ Stocznia Wojenna | Wodowanie pierwszej w 2026 |
Dane pochodzą m.in. z portali Defence24, radar.rp.pl oraz oficjalnych komunikatów Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Tabela nie wyczerpuje listy – obok niej trzeba dopisać samobieżne zestawy Poprad, mobilne radary Bystra, NUR-21MK z PIT-RADWAR, system rozpoznania pasywnego oraz całą rodzinę pojazdów Jelcz, na których montowane są wyrzutnie HIMARS, K9 i wiele innych platform.
Piorun – polski hit, który zdeklasował Stingera
Przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy Piorun ze skarżyskiego Mesko stał się w ostatnich latach naszym najgłośniejszym sukcesem eksportowym. Pociski o zasięgu około sześciu kilometrów, zdolne do zwalczania śmigłowców i samolotów także w nocy, w Ukrainie zestrzeliwały Ka-52, Su-34, a nawet Su-35. Skuteczność tak dobra, że Stany Zjednoczone, Norwegia, Szwecja, Estonia, Słowacja i Litwa stoją w kolejce po dostawy. Mesko produkuje obecnie około 1300 pocisków rocznie i w ciągu czterech lat ma podwoić tę wydajność. Co warte podkreślenia, polska fabryka wytwarza dziś więcej MANPADS niż amerykański Raytheon (720 Stingerów rocznie) i francuski MBDA (480 Mistrali). To liczba, którą warto powtórzyć dwa razy.
Polska, ze skromnymi około 300 wyprodukowanymi Piorunami w roku 2019, w 2026 stała się największym wytwórcą rakiet MANPADS w całym NATO. Tej skali wzrostu nie powstydziłby się żaden chiński zakład w czasach Deng Xiaopinga.
Karabinek Grot – twarz polskiego żołnierza
Modułowy system broni strzeleckiej MSBS Grot z radomskiej Fabryki Broni „Łucznik”, która w 2025 roku obchodziła 100-lecie istnienia, zastąpił w Wojsku Polskim leciwe kałasznikowy Beryl. Grot jest modułowy do bólu – można go skonfigurować jako karabinek, karabin szturmowy, marksmana czy nawet wersję podwodną, a kalibry zmienia się w kilka minut. Karabinek pojechał do Ukrainy w liczbie ponad 10 tysięcy sztuk, kolejne partie zamówiła Nigeria (kontrakt o wartości blisko 60 milionów złotych), a próbne dostawy trafiły także do amerykańskich sił specjalnych. „Łucznik” regularnie pokazuje się na SHOT Show w Las Vegas – czyli tam, gdzie rynek strzelecki w skali globalnej rzeczywiście się robi.
Obok Grota Radom produkuje pistolet VIS 100, którego konstrukcja nawiązuje do legendarnego międzywojennego VIS-a wz. 35, ale to już zupełnie inna broń, dostosowana do współczesnych standardów. W ofercie znajdują się także karabiny wyborowe, broń sportowa i policyjne pistolety maszynowe PM-06 Glauberyt – bo polska Straż Graniczna, służby specjalne i policja też muszą czymś strzelać.
Amunicja – cichy fundament wszystkiego
Najmniej spektakularna część przemysłu zbrojeniowego, a często najważniejsza. Wojna w Ukrainie pokazała, że nawet najlepsza haubica jest bezużyteczna, jeśli nie ma czym strzelać. Polska, dzięki inwestycjom rzędu 2,4 miliarda złotych w 2025 roku i programowi zakupu licencji na 155-milimetrową amunicję artyleryjską, zmierza do produkcji 180 tysięcy sztuk rocznie do 2028 roku. To 35-krotny wzrost w porównaniu z latami 2016–2022. Trzy nowe fabryki amunicji wschodzą w okolicach Pionek, Dębicy i Skarżyska-Kamiennej.
Wspomnieć trzeba też o trotylu z bydgoskiego Nitro-Chemu, który jest cichą perłą eksportową – sprzedajemy go nawet do Stanów Zjednoczonych. Joint venture Hanwha WB Advanced System w Gorzowie Wielkopolskim ma w 2028 roku ruszyć z produkcją amunicji rakietowej dla wyrzutni Homar-K, a Agencja Uzbrojenia zakontraktowała tam pociski za 14 miliardów złotych.
Rakiety i obrona powietrzna – nowy rozdział
Programy Narew i Wisła to dwa filary modernizacji polskiej obrony przeciwlotniczej. Wisła opiera się na amerykańskim Patriocie, ale Narew – krótszego zasięgu – jest już w dużej mierze polski. 30 marca 2026 roku PGZ podpisała umowę z brytyjsko-włoską MBDA na licencyjną produkcję pocisków CAMM i CAMM-ER w Wojskowych Zakładach Elektronicznych w Zielonce. To kamień milowy: po raz pierwszy w nowoczesnej historii Polska będzie produkować pociski przeciwlotnicze średniego zasięgu na własnej ziemi. Wyrzutnie iLauncher i sieć radarów P-18PL oraz Bystra stanowią pełny ekosystem narodowej obrony powietrznej.
Drony i walka elektroniczna – tu rządzi prywaciarz
Grupa WB z Ożarowa Mazowieckiego, założona przez absolwentów Politechniki Warszawskiej, jest największą polską prywatną firmą zbrojeniową i niekwestionowanym liderem w segmencie systemów bezzałogowych. Dron rozpoznawczy FlyEye latający nad Donbasem, amunicja krążąca Warmate (zwane „polskimi Lancetami”), system kierowania ogniem Topaz i platforma łączności Fonet – to wszystko ich konstrukcje. Fonet jest tak dobry, że licencję kupiło US Marines i Szwecja dla swoich wojsk pancernych. Warmate, w wariantach uderzeniowych, rozpoznawczych i z głowicami przeciwpancernymi, sprzedawany jest do kilkunastu państw świata.
Z mojej obserwacji rozwoju tego segmentu wynika jedno: prywatne firmy w polskim sektorze obronnym poruszają się szybciej, decyzje zapadają w tygodniach, nie miesiącach, a transfer technologii idzie sprawnie. Państwowa PGZ-etka uczy się tego dynamizmu – powoli, ale jednak.
Morze – fregaty, okręty i podwodne ambicje
PGZ Stocznia Wojenna w Gdyni buduje trzy fregaty rakietowe programu Miecznik – ORP Wicher, ORP Burza i ORP Sokół. Pierwsza ma zostać zwodowana jeszcze w 2026 roku, druga jest w trakcie cięcia blach. Program o wartości około 15 miliardów złotych to największy projekt morski III RP. Obok niego rusza budowa okrętu ratowniczego programu Ratownik, a w planach jest wymiana niszczycieli min i pozyskanie nowych okrętów podwodnych (program Orka). Wcześniej polska stocznia podnosiła się z syndyka, dziś jest jednym z najnowocześniejszych zakładów w regionie.
Eksport – zmiana paradygmatu
Według danych SIPRI Polska awansowała na 14. miejsce wśród największych eksporterów broni na świecie, zwiększając wolumen o ponad 1100 procent w porównaniu z poprzednią pięciolatką. Choć liczba ta jest napompowana przekazami dla Ukrainy, trend pozostaje wyraźny. Lista odbiorców obejmuje:
- Ukraina – największy odbiorca, kraby (54+ sztuki), Pioruny, karabinki Grot, Rosomaki, drony FlyEye i Warmate. Łączna wartość kontraktów przekracza kilka miliardów złotych.
- Stany Zjednoczone – Pioruny dla sił specjalnych, trotyl z Nitro-Chemu, licencja na Fonet dla US Marines, zakupy Grotów w testowych partiach.
- Norwegia, Szwecja, Estonia, Słowacja, Litwa – Pioruny i Gromy, kontrakt szwedzki z września 2024 roku zamknięty na targach DSEI w Londynie.
- Nigeria – karabinki Grot za niemal 60 milionów złotych, jedna z największych umów strzeleckich w Afryce subsaharyjskiej.
- Korea Południowa – współpraca dwukierunkowa, polski Topaz integrowany z koreańskimi K9.
Wzrost eksportu pociąga za sobą jeden niezbędny element: zdolność do produkcji na zapas, nie tylko pod konkretne zamówienie. To wciąż słaby punkt polskiej zbrojeniówki, ale fundusz SAFE Unii Europejskiej, z którego Polska może otrzymać blisko 44 miliardy euro, daje szansę na rzeczywiste przyspieszenie.
Słabe punkty – bo szczerość się opłaca
Idealizacja jest złym doradcą, dlatego warto powiedzieć też o problemach, które polska zbrojeniówka musi rozwiązać w najbliższych latach.
- Inercja decyzyjna – od deklaracji premiera do podpisanej umowy mijają nieraz lata. Zapowiedź 800 milionów złotych na linię produkcyjną Krabów w Bumarze-Łabędy z kwietnia 2023 została sfinalizowana dopiero w październiku 2025.
- Rozproszona struktura PGZ – ponad 60 spółek z różnym poziomem efektywności. Wiceminister Gołota wskazuje, że bez konsolidacji i profesjonalizacji zarządów grupa nie dogoni Rheinmetalla czy Lockheed Martina.
- Słabe nakłady na B+R – polski przemysł obronny wciąż inwestuje za mało w robotyzację, automatyzację, walkę elektroniczną i bezzałogowce nowej generacji w porównaniu do skali zamówień.
- Cena – Krab to świetny pojazd, ale jego cena w eksporcie nie jest konkurencyjna w stosunku do koreańskiego K9. Rozwiązaniem jest skala i automatyzacja.
- Komponenty importowane – cyfrowe układy scalone, optoelektronika, niektóre stopy specjalne wciąż przyjeżdżają z zagranicy, co w razie kryzysu może paraliżować linie.
Każdy z tych punktów to praca na lata, ale przynajmniej zostały one nazwane. W tym roku po raz pierwszy państwo wydaje na zbrojeniówkę zauważalne, ujęte w planach, środki – i to już samo w sobie jest jakimś przełomem.
Perspektywa 2028 i dalej
Polska Grupa Zbrojeniowa planuje, że do końca dekady krajowe linie produkcyjne osiągną zdolności na poziomie 180 tysięcy sztuk amunicji artyleryjskiej 155 mm rocznie, 110 armatohaubic Krab, 2500 pocisków Piorun, kilkudziesięciu Borsuków i pełnej rodziny systemów obrony powietrznej Narew. PKO BP szacuje, że łączny rynek modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP do 2035 roku wyniesie 640 miliardów złotych, a wraz z utrzymaniem i serwisem przekroczy 1,2 biliona. To skala, której polska gospodarka jeszcze nie widziała w żadnym sektorze przemysłowym poza energetyką.
Co z tego wyniknie? Najuczciwsza odpowiedź brzmi: to zależy od dwóch rzeczy. Po pierwsze, od konsekwencji politycznej, niezależnej od tego, która ekipa rządzi. Po drugie, od umiejętności integrowania prywatnego potencjału ze strukturą PGZ. Jeśli oba warunki zostaną spełnione, w okolicach 2030 roku Polska może być jednym z trzech największych producentów broni konwencjonalnej w Europie. Jeśli zostaną zaniedbane – cóż, miliardy ze SAFE rozejdą się po halach, które nigdy nie ruszą pełną parą. A rozmowa o polskiej zbrojeniówce dopiero się zaczyna – bo każdy kolejny kontrakt, każdy nowy zakład w Gorzowie, Zielonce czy Stalowej Woli zmienia obraz tej branży niemal z miesiąca na miesiąc.