PKO Bank Polski, Bank Millennium oraz mBank to trzy instytucje, które historycznie udzieliły najwięcej kredytów denominowanych lub indeksowanych do franka szwajcarskiego i które nadal dominują w statystykach pozostałego zaangażowania oraz liczby sporów sądowych. Ich portfele powstały w latach największego boomu, a dziś mierzą się z konsekwencjami masowych unieważnień umów i rosnącej fali roszczeń nawet od klientów, którzy dawno spłacili zobowiązania.
Całkowita wartość portfela kredytów frankowych w całym sektorze bankowym skurczyła się dramatycznie – według danych BFG z 2025 roku wynosiła już tylko około 8 miliardów złotych. Proces ten przyspiesza za sprawą ugód, przedterminowych spłat i prawomocnych wyroków unieważniających umowy. Mimo to PKO BP wciąż prowadzi z wyraźną przewagą – zarówno pod względem skali historycznej, jak i aktualnej liczby aktywnych postępowań sądowych.
Sytuacja nie jest już tak dramatyczna jak jeszcze kilka lat temu, ale dla części banków temat frankowy pozostaje istotnym obciążeniem bilansowym i wizerunkowym. Największe instytucje tworzą rezerwy liczone w miliardach złotych, ograniczają wypłatę dywidend i aktywnie zachęcają klientów do zawierania ugód. Dla frankowiczów oznacza to często realną szansę na odzyskanie nadpłat, nawet jeśli kredyt został już zamknięty.
Skąd się wzięła popularność kredytów we frankach i dlaczego niektóre banki tak mocno w nie weszły
W połowie pierwszej dekady XXI wieku polski rynek kredytów hipotecznych eksplodował. Oprocentowanie kredytów złotowych sięgało wtedy 7–10 procent w skali roku, podczas gdy stawka LIBOR CHF oscylowała wokół 1–2 procent. Różnica była tak duża, że rata kredytu we frankach wydawała się znacznie niższa nawet po uwzględnieniu spreadu walutowego. Banki masowo oferowały produkty denominowane lub indeksowane do szwajcarskiej waluty, przedstawiając je jako stabilne i korzystne rozwiązanie dla osób planujących zakup mieszkania.
Największe zainteresowanie przypadało na lata 2005–2008. Klienci, często młodzi, kupujący pierwsze mieszkanie, podpisywali umowy na kwoty odpowiadające ówczesnym cenom nieruchomości w dużych miastach. Niewielu z nich w pełni rozumiało mechanizm ryzyka walutowego – wahania kursu franka względem złotego mogły diametralnie zmienić wysokość raty. Banki z kolei widziały w tym produkcie szansę na szybki wzrost portfela kredytowego i marż.
Nie wszystkie instytucje angażowały się w ten segment z równą intensywnością. Część zagranicznych właścicieli lub agresywniej zarządzanych banków komercyjnych traktowała kredyty frankowe jako element strategii ekspansji. Inne, bardziej konserwatywne, ograniczały skalę lub w ogóle unikały tego typu produktów. Różnice w podejściu przełożyły się później na ogromne rozbieżności w skali problemów, z którymi banki mierzą się dzisiaj.
Historyczny ranking – które banki udzieliły najwięcej kredytów frankowych
Dane dotyczące wartości udzielonych kredytów we frankach pokazują wyraźną hierarchię. Największy absolutny wolumen osiągnął PKO Bank Polski – około 22,1 miliarda złotych. Drugie miejsce zajmuje Bank Millennium z portfelem rzędu 15 miliardów złotych, a tuż za nim plasuje się mBank (dawny BRE Bank) z kwotą około 14,8 miliarda złotych. Getin Noble Bank udzielił kredytów na sumę blisko 9,4 miliarda złotych, co przy mniejszej skali działalności oznaczało bardzo wysokie stężenie ryzyka w jego portfelu.
Udział kredytów frankowych w całym portfelu kredytowym poszczególnych banków wyglądał następująco:
| Bank | Przybliżona wartość portfela CHF (mld zł) | Udział w portfelu banku | Charakterystyka |
| PKO Bank Polski | 22,1 | 11,7% | Największy wolumen dzięki skali i przejęciu Nordea |
| Bank Millennium | 15,0 | 22% | Wysokie stężenie ryzyka w portfelu |
| mBank | 14,8 | 18,8% | Agresywna sprzedaż w okresie boomu |
| Getin Noble Bank | 9,4 | 22,8% | Najwyższe stężenie – poważne konsekwencje dla banku |
| Santander Bank Polska | ok. 6–7 | 6,9% | Znaczący portfel po przejęciach |
PKO Bank Polski zbudował największy portfel nie tylko organicznym wzrostem – kluczowe znaczenie miało przejęcie w 2014 roku Nordea Bank Polska, która sama aktywnie udzielała kredytów we frankach.
Banki o niższym udziale, takie jak Pekao, ING czy Alior, miały marginalne zaangażowanie i dziś praktycznie nie figurują w statystykach sporów frankowych.
Styczeń 2015 – moment, który zmienił wszystko
Decyzja Szwajcarskiego Banku Narodowego o uwolnieniu kursu franka wobec euro wywołała lawinę. W ciągu kilku dni frank umocnił się względem złotego o kilkadziesiąt procent. Raty kredytów, które wcześniej wydawały się komfortowe, skoczyły o 50–100 procent lub więcej. Dla wielu rodzin oznaczało to realny problem z płynnością finansową – część osób musiała dokładać do rat z innych źródeł, inne zaciągały dodatkowe zobowiązania lub w skrajnych przypadkach ryzykowały utratę nieruchomości.
Banki początkowo bagatelizowały skalę problemu, licząc na powrót kursu lub proponując jedynie tymczasowe rozwiązania. Szybko jednak okazało się, że skala zjawiska jest zbyt duża, by dało się ją zignorować. Zaczęły napływać pierwsze pozwy, a media regularnie opisywały dramatyczne historie frankowiczów.
Orzecznictwo TSUE i polskich sądów – przełom, który trwał latami
Kluczowe znaczenie miały wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w szczególności z 2019 roku, oraz późniejsze uchwały Sądu Najwyższego. Sądy uznały, że wiele umów zawierało klauzule abuzywne – przede wszystkim mechanizmy przeliczania waluty oparte na tabelach kursowych banków oraz brak rzetelnej informacji o ryzyku walutowym. W praktyce oznaczało to, że umowy mogły zostać unieważnione w całości lub w części.
Efektem jest bardzo wysoki odsetek wygranych spraw frankowiczów – często przekraczający 90 procent w pierwszej instancji. Kredytobiorcy, którzy wygrali, w wielu przypadkach otrzymywali rozliczenie według kursu z dnia wypłaty kredytu lub zwracali jedynie nominalną kwotę kapitału w złotych, bez odsetek. To z kolei generowało ogromne straty dla banków i zmuszało je do tworzenia rezerw.
Stan portfela frankowego w 2026 roku – dramatyczna redukcja
Według danych opublikowanych w 2025 roku przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny, wartość całego portfela kredytów mieszkaniowych w CHF spadła do około 8 miliardów złotych. To ułamek tego, co jeszcze w 2019 roku wynosiło blisko 100 miliardów złotych. Proces kurczenia się portfela jest bardzo szybki – w samym PKO Banku Polskim wartość bilansowa portfela hipotecznego w CHF zmniejszyła się z 2 miliardów złotych w marcu 2025 roku do 1 miliarda złotych rok później.
Główne przyczyny to masowe unieważnienia umów przez sądy, ugody zawierane z klientami oraz naturalne spłaty i nadpłaty. Banki przestały udzielać nowych kredytów we frankach już ponad dekadę temu, więc portfel nie jest zasilany nowymi umowami.
Aktualny ranking pod względem liczby sporów sądowych
Choć wartość portfela topnieje, liczba toczących się spraw sądowych pozostaje wysoka, ponieważ coraz więcej roszczeń pochodzi od osób, które kredyt już spłaciły i domagają się zwrotu nadpłat. Według analizy Bankier.pl opublikowanej w maju 2026 roku, na koniec pierwszego kwartału 2026 roku w dziesięciu największych bankach toczyło się około 80 tysięcy spraw frankowych – o 8,6 procent mniej niż na koniec 2025 roku.
Najwięcej postępowań prowadzi PKO Bank Polski – niemal 29 tysięcy. Drugie miejsce zajmuje Bank Millennium z 16,6 tysiąca spraw. Trzecią pozycję zajmuje Erste Bank Polska z 12,5 tysiąca. W czołówce znajdują się również mBank i Santander Bank Polska. Dynamika napływu nowych pozwów wyraźnie spada – w wielu bankach rok 2025 był pierwszym, w którym liczba spraw zaczęła się kurczyć.
Coraz większy odsetek nowych roszczeń dotyczy kredytów już spłaconych – w mBanku w pierwszym kwartale 2026 roku stanowiły one aż 83 procent nowych pozwów.
Rezerwy, ugody i strategia banków na ostatniej prostej
Banki od lat tworzą rezerwy na ryzyko prawne związane z kredytami frankowymi. W samym PKO Banku Polskim skumulowana wartość rezerw od 2019 roku przekroczyła 24 miliardy złotych. Pozostałe instytucje również odkładają setki milionów lub miliardy złotych rocznie, co wpływa na wyniki finansowe i możliwości wypłaty dywidend.
Komisja Nadzoru Finansowego wprowadziła mechanizmy ograniczające wypłaty dywidend dla banków z wysokim udziałem walutowych kredytów hipotecznych w portfelu. To dodatkowa presja, która skłania instytucje do szybszego zamykania tematu poprzez ugody.
Ugody stały się głównym narzędziem – banki proponują przewalutowanie kredytu na złote po korzystniejszym kursie lub z częściowym umorzeniem. Dla wielu klientów jest to atrakcyjna alternatywa wobec wieloletniego procesu sądowego, choć nie zawsze oznacza najwyższą możliwą korzyść. Banki z kolei unikają ryzyka jeszcze wyższych strat wynikających z niekorzystnych wyroków.
Co dalej – perspektywa na najbliższe lata
Portfele frankowe topnieją w tempie, które jeszcze kilka lat temu wydawał się niemożliwy. Analitycy i same banki szacują, że do końca 2027 lub 2028 roku zdecydowana większość sporów powinna zostać rozstrzygnięta. Orzecznictwo jest już w dużej mierze ugruntowane, a klienci mają jasny obraz możliwych scenariuszy.
Dla banków, które najmocniej zaangażowały się we franki, lekcja jest bolesna, ale i cenna – dotyczy zarówno zarządzania ryzykiem walutowym, jak i standardów informowania klientów o potencjalnych zagrożeniach. Dla frankowiczów, którzy jeszcze nie podjęli kroków prawnych, czas na działanie wciąż istnieje, choć im dłużej zwlekają, tym mniejsza szansa na pełne odzyskanie nadpłat w przypadku już spłaconych kredytów.
Temat kredytów frankowych powoli przechodzi do historii polskiego rynku finansowego, ale jego echo będzie słyszalne jeszcze przez kilka lat – zarówno w bilansach banków, jak i w portfelach tysięcy rodzin, które w końcu doczekały się sprawiedliwego rozstrzygnięcia.