Vollmart to polska sieć hard dyskontów z siedzibą w Białymstoku, założona przez biznesmena Wiktora Sawosza i należąca do Brand Distribution Group. Pierwszy sklep ruszył w lutym 2021 roku w Siedlcach.
Nazwa brzmi po amerykańsku, witryna sklepu wygląda jak kuzyn Walmartu zza oceanu, a klienci często wchodzą do środka z pytaniem: „to wy z USA?”. Odpowiedź brzmi — nie. Vollmart to w stu procentach polski kapitał, polski właściciel i polska strategia rozwoju, zbudowana wokół jednego prostego pomysłu: niskie ceny każdego dnia, bez gazetek, bez kart lojalnościowych, bez haczyków.
Marka rośnie szybko, zwłaszcza od 2025 roku, kiedy zaczęła przejmować lokale po rosyjskich sieciach Mere i MyPrice, które zniknęły z Polski w wyniku sankcji. To czyni z Vollmartu jedną z ciekawszych historii repolonizacji handlu detalicznego ostatnich lat.
Skąd pochodzi Vollmart i kto za nim stoi
Spółka Vollmart została zarejestrowana 30 września 2020 roku, a jej siedziba mieści się w Białymstoku przy ulicy Bitwy Białostockiej. Prezesem zarządu i większościowym wspólnikiem jest Wiktor Sawosz — biznesmen z niemal trzydziestoletnim doświadczeniem w branży FMCG, znany przede wszystkim jako założyciel i właściciel Brand Distribution Group, hurtowego potentata w sprzedaży napojów, słodyczy, kosmetyków i chemii gospodarczej. Pozostałe udziały trzyma Angelika Sawosz. Kapitał zakładowy spółki ustalono początkowo na symbolicznym poziomie pięciu tysięcy złotych, a powiązana z e-commerce spółka Vollmart24.com posiada kapitał stu tysięcy złotych — typowa konstrukcja dla projektu, który ma rosnąć etapami, finansując kolejne sklepy z bieżących przepływów grupy.
Sam Sawosz to postać o nietuzinkowej biografii. Do Polski przyjechał z Białorusi na początku lat dziewięćdziesiątych i przez kolejne dekady budował swoją obecność w handlu hurtowym oraz e-handlu spożywczym (bdsklep.pl). Vollmart jest jego pomysłem na kanał detaliczny — taki, który mógłby wykorzystać know-how zakupowe i logistyczne grupy, jednocześnie wpisując się w rosnący popyt na zakupy „bez przepłacania”. Magazyn centralny sieci znajduje się w Białymstoku, co dla wschodniej i centralnej Polski daje przyzwoity zasięg dystrybucji.
Skąd nazwa Vollmart i czy ma związek z Walmartem
Skojarzenie jest oczywiście celowe — chociaż firma się od niego oficjalnie odżegnuje. „Voll” w języku niemieckim oznacza „pełny, całkowity”, stąd hasło marki: „Pełen okazji”. To eleganckie tłumaczenie z gatunku tych, które mają tłumaczyć, ale jednocześnie nikt nie ukrywa, że klient mający w pamięci amerykańskiego giganta podświadomie oczekuje czegoś podobnego: ogromnego wyboru w niskiej cenie. Marketingowy strzał w dziesiątkę — szczególnie w mieście powiatowym, gdzie szyld kojarzący się z „tym wielkim ze Stanów” budzi ciekawość już od dnia montażu kasetonu.
Trzeba dodać, że Walmart nigdy nie wszedł do Polski, więc kolizji prawnej w sensie obecności rynkowej tutaj nie ma. Pomysł balansuje jednak na granicy podobieństwa — i właśnie to napięcie napędza ruch w mediach: każdy nowy artykuł o sieci zaczyna się od tytułu „to nie Walmart, a tłumy szaleją”. Darmowa reklama, której nie kupiłbyś za żadne pieniądze.
Hard dyskont, czyli filozofia, na której zbudowano Vollmart
Vollmart działa w modelu hard dyskontu — formacie, którego korzeni szukać trzeba w Niemczech lat sześćdziesiątych, gdzie Aldi i Lidl wywróciły do góry nogami całą logikę handlu detalicznego. Zasada jest brutalnie prosta: tnij koszty wszędzie tam, gdzie klient ich nie widzi, i przerzuć oszczędności na półkę cenową.
U siedleckiego pioniera tej sieci zobaczysz palety zamiast eleganckich regałów, kartony przecięte nożem, kasetony zamiast podświetlanych ekspozytorów i asortyment liczący około 1200 pozycji — wszystko, co naprawdę potrzebne, nic, co tylko zajmuje miejsce. To świadoma decyzja, nie niedopatrzenie.
Z mojego doświadczenia odwiedzania kilku polskich hard dyskontów w ostatnich latach: w Vollmarcie najszybciej w oczy rzuca się brak gazetek. Nie ma „okazji tygodnia”, nie ma kuponów, nie ma aplikacji do skanowania. Cena na cenówce to cena na paragonie — i tu naprawdę nie ma trzeciego dna.
Najważniejsze filary modelu można streścić tak:
- Brak akcji promocyjnych i gazetek — sieć nie wydaje pieniędzy na druk reklamowy, kolportaż ani billboardy, dzięki czemu cena bazowa potrafi być nawet o 20–30% niższa od rynkowej.
- Minimalne wyposażenie sklepu — towar leży na paletach lub w opakowaniach zbiorczych, klienci sami sięgają po produkt prosto z kartonu, co skraca czas wykładania i redukuje koszty pracy.
- Ograniczony asortyment — około 1200 SKU, czyli najpotrzebniejsze produkty pierwszej potrzeby: nabiał, wędliny, mięso, słodycze, napoje, kosmetyki, chemia gospodarcza, AGD i artykuły dla zwierząt.
- Lokalni dostawcy w centrum oferty — większość produktów pochodzi od polskich producentów, co pozwala skrócić łańcuch logistyczny i wynegocjować ceny producenta zamiast cen pośredników.
- Sprzedaż detaliczna i hurtowa w jednym — klient indywidualny i mała firma kupują w tym samym sklepie, w dowolnych ilościach, bez formalności i kart członkowskich.
Ten zestaw cech nie jest nowy w skali świata — robi to też Aldi, robił to wcześniej rosyjski Mere — ale w polskim wykonaniu Vollmart łączy go z ważnym argumentem patriotycznym: polski właściciel, polski kapitał, polskie produkty na półkach. W kraju, gdzie rynek dyskontów spożywczych zdominowała Biedronka (portugalskie Jeronimo Martins), Lidl i Aldi (niemieckie), narracja „swój u swojego” staje się coraz mocniejszym wyróżnikiem.
Vollmart kontra konkurencja — co go odróżnia od Biedronki, Lidla i Dino
Hard dyskont to coś innego niż klasyczny dyskont. Aby zobaczyć, gdzie dokładnie plasuje się Vollmart, warto porównać go z trzema graczami, których klient zna z każdej galerii handlowej.
| Cecha | Vollmart (hard dyskont) | Biedronka / Lidl (dyskont klasyczny) | Dino (supermarket proximity) |
|---|---|---|---|
| Kraj pochodzenia | Polska | Portugalia / Niemcy | Polska |
| Liczba SKU | ok. 900–1200 | 2000–3500 | 5000+ |
| Gazetki i promocje | Brak | Tak, intensywne | Tak, umiarkowane |
| Ekspozycja towaru | Palety, opakowania zbiorcze | Półki + palety | Klasyczne półki |
| Karta lojalnościowa | Nie | Tak (Moja Biedronka, Lidl Plus) | Nie |
| Sprzedaż hurtowa dla firm | Tak, bez formalności | Marginalna | Marginalna |
Źródła: portalspozywczy.pl, dlahandlu.pl, vollmart.eu.
Z tej tabelki płynie kilka praktycznych wniosków. Po pierwsze, Vollmart nie chce być dla każdego — to format dla klienta świadomego, który nie szuka „eventu zakupowego”, tylko pełnego wózka za jak najmniej. Po drugie, sieć celuje w segment, którego w Polsce po wycofaniu się Mere i objęciu sankcjami spółki Torgservis Pl (operatora MyPrice) praktycznie nikt nie obsługuje — i to jest ta luka, w którą wchodzi.
Od jednego sklepu w Siedlcach do ogólnopolskiej ekspansji
Historia rozwoju Vollmartu jest podręcznikowym przykładem rozważnego skalowania. Sieć nie ruszyła z hucznym wejściem do Warszawy ani galerii w Krakowie — pierwszy sklep otwarto 24 lutego 2021 roku w Siedlcach, mieście średniej wielkości, w którym tania alternatywa dla dużych dyskontów miała natychmiast trafić w lokalne oczekiwania. To zadziałało: kolejne placówki ruszały w Częstochowie, Chełmie, Hrubieszowie, Świebodzinie, Ostrowcu Świętokrzyskim, Głubczycach, Wieluniu i Kaliszu, a strategia ekspansji konsekwentnie omijała największe metropolie na rzecz miast średnich i podregionów, w których konkurencja jest słabsza, a czynsze niższe.
Kalendarium kluczowych momentów wygląda tak:
- Wrzesień 2020 — rejestracja spółki Vollmart przez Wiktora Sawosza.
- Luty 2021 — otwarcie pierwszego sklepu w Siedlcach, asortyment ok. 1200 produktów.
- Luty 2022 — uruchomienie sklepu internetowego pod adresem vollmart24.com.
- Lata 2023–2024 — ekspansja do kolejnych miast i zapowiedź dwunastu nowych otwarć w 2024 roku.
- 2025 — przejmowanie lokali po wycofujących się sieciach Mere i MyPrice, w tym placówki w Częstochowie, Przemyślu, Dębicy, Białej Podlaskiej.
- Październik 2025 — dwunasty sklep otwarty w Przemyślu; sieć aktywnie negocjuje lokalizacje w Warszawie, Lublinie, Krośnie.
Najciekawszym rozdziałem 2025 roku okazał się moment, w którym polski MSWiA wpisał na krajową listę sankcyjną spółkę Torgservis Pl (operatora MyPrice / Moja Cena) wraz z jej rosyjskimi udziałowcami. Sklepy zniknęły z ulic właściwie z dnia na dzień. Vollmart zareagował błyskawicznie — zaczął przejmować zwolnione lokale i odkupywać wyposażenie, co dramatycznie skróciło czas potrzebny na otwarcie nowych placówek. Z perspektywy konsumenta wygląda to jak naturalna zmiana szyldu, ale w rzeczywistości jest to klasyczny ruch repolonizacyjny, jakiego polski handel detaliczny nie widział od dawna.
Co dziś można kupić w Vollmarcie i czy faktycznie jest tanio
Półki Vollmartu są zaskakująco zwyczajne — w pozytywnym sensie. Stoją na nich znane marki: Wawel, Bakalland, Nestlé, Colian, Delecta, Knorr, polskie nabiały i wędliny z lokalnych zakładów mięsnych. Obok nich produkty mniej znane, czasem regionalne, a czasem importowane bezpośrednio przez Brand Distribution Group — i to właśnie one bywają największą okazją cenową, bo skracają łańcuch dystrybucji do absolutnego minimum.
Asortyment dzieli się na kilka kategorii i każda z nich ma swoje gwiazdy:
- Spożywka sucha — makarony, kasze, ryże, mąki, oleje, słodycze. To kategoria, w której różnica cenowa względem konkurencji jest najwyraźniejsza i często sięga 25–30%.
- Nabiał i wędliny — krótka lista, ale produkty od polskich dostawców regionalnych, świeże, z krótszym terminem rotacji.
- Napoje — woda, soki, energetyki, alkohole; tu Brand Distribution Group ma największe doświadczenie hurtowe i widać to po ofercie.
- Chemia i kosmetyki — proszki, płyny, środki czystości, podstawowa higiena osobista. Często w opakowaniach zbiorczych korzystnych dla rodzin i małych firm.
- Inne — drobne AGD, akcesoria kuchenne, karma dla zwierząt, sezonowe okazje (np. artykuły szkolne we wrześniu).
Czy taniej? Sieć deklaruje „nawet 20% poniżej cen lokalnej konkurencji”, a w niektórych kategoriach (jak chemia gospodarcza czy słodycze) różnica potrafi sięgnąć 30%. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że taniej nie oznacza zawsze najtaniej w mieście — w pojedynczych produktach Biedronka czy Lidl podczas swoich akcji promocyjnych potrafi zejść jeszcze niżej. Różnica polega na tym, że w Vollmarcie ta niska cena jest codzienna, nie wymaga polowania na kupon ani czekania na środową gazetkę.
Zalety i wady Vollmartu z perspektywy zwykłego klienta
Vollmart sprawdza się najlepiej, jeśli traktujesz zakupy zadaniowo — wchodzisz po listę produktów i wychodzisz. Nie spodziewaj się szerokiego wyboru świeżych warzyw, świeżego pieczywa ani lady mięsnej — to nie ten format.
Mocne strony marki to przede wszystkim:
- Stała, niska cena bez konieczności śledzenia promocji.
- Brak kart lojalnościowych i aplikacji, co dla starszych klientów jest realnym ułatwieniem.
- Możliwość zakupu w ilościach hurtowych przez małe firmy bez procedury rejestracji.
- Polski właściciel i znaczący udział polskich producentów, co przemawia do klientów ceniących lokalność.
- Szybka obsługa — minimalne wyposażenie sklepu skraca czas robienia zakupów.
Ograniczenia, których nie da się przemilczeć:
- Wąski asortyment — 900–1200 produktów to za mało, żeby zrobić w jednym miejscu kompletne zakupy rodzinne.
- Brak świeżych warzyw, owoców i pieczywa w wielu lokalizacjach.
- Ograniczona obecność w największych miastach — sieć dopiero rozważa wejście do Warszawy.
- Estetyka „prosto z palety” nie każdemu odpowiada; dla niektórych klientów taki sklep wygląda jak hala magazynowa.
- Sklep internetowy vollmart24.com funkcjonuje, ale nie ma jeszcze skali Frisco czy zakupowych aplikacji Lidla.
Vollmart na tle polskiego rynku dyskontów w 2026 roku
Polski rynek dyskontów spożywczych w 2026 roku jest jednym z najbardziej konkurencyjnych w Europie. Biedronka utrzymuje pozycję lidera z blisko trzema i pół tysiącami sklepów, Lidl konsekwentnie inwestuje w nowoczesne placówki, Aldi rośnie w średnich miastach, Netto powoli odbudowuje markę po przejęciu sklepów Tesco, a Dino — rodzimy gracz spoza modelu dyskontowego — pokazuje, że proximity supermarket potrafi rosnąć dwucyfrowo rok do roku.
Na tym tle Vollmart wygląda jak mała łódź na wzburzonym morzu — ale to łódź, która wie, dokąd płynie. Strategia jest precyzyjna: średnie miasta, repolonizacja lokali po wycofujących się graczach, fokus na cenę bazową, brak inwestycji w marketing. Czy to wystarczy, by w perspektywie pięciu lat dogonić Aldi pod względem liczby sklepów? Trudno powiedzieć — ale tempo z lat 2024–2025 sugeruje, że marka jest dopiero na początku drogi.
Co warte podkreślenia: model Vollmartu wpisuje się w globalny trend „back to basics”, który po inflacyjnym szoku 2022–2024 zyskał ogromną popularność w całej Europie. Klienci po raz pierwszy od dawna głosują portfelem za prostotą, nie za doświadczeniem zakupowym. I dopóki ten trend trwa, polska marka z Białegostoku ma wiatr w plecy.
Jeżeli mieszkasz w mieście średniej wielkości i Vollmart pojawił się w pobliżu, warto zajrzeć choćby raz z konkretną listą zakupów — najlepiej z chemią gospodarczą, słodyczami i suchą spożywką. Porównaj cenę paragonu z tym, co zostawiasz tygodniowo w innym dyskoncie. Niejedna osoba, z którą rozmawiałem o tym sklepie, mówiła to samo zdanie: „nie wierzyłem, że da się jeszcze taniej, ale tu naprawdę da się”.